środa, 18 maja 2016

EUFORIA POROZSTANIOWA

W sobotę wieczorem wrócił mój wyczekiwany mąż.
Stęskniony, wygłodzony, uśmiechnięty i miły.

Niedziela i poniedziałek minęły spokojnie, bez większych nerwów.
Cieszę się, że jest z powrotem z nami. We dwoje żyje się łatwiej i problemy wydają się jakieś mniejsze.



We wtorek, zdążyliśmy się pokłócić i to już przed południem.
Przypomniałam sobie jak dobrze było gdy go nie było.
Nikt mi się nie wpierdzielał w to, co robiłam, nie wydzielał pieniędzy i nie mówił co mam kupić,       a czego nie, nie krytykował sposobu wychowywania dzieci, nie miał pretensji do tego, że się nie wyspał na przestawionym w inne miejsce łóżko.

Wiem, że ciężko mi dogodzić.
Jak był na emigracji to chciałam żeby wrócił, a jak wrócił wolałabym, żeby go nie było.
Oczywiście żartuje, wiecie jak to jest. Jak człowiek zdenerwowany to plecie trzy po trzy.



Kolejny dzień przyniósł kolejna kłótnie (o 10 rano) i tym razem, o to że karmie dzieci na siłę, że pcham w nie jedzenie nawet jak nie chcą, że gdybym pojechała za granice, to bym zobaczyła, jak wygląda prawdziwe życie i takie tam za przeproszeniem pierdolenie o Szopenie.
Po czym trzasnął  drzwiami i wyszedł wyrzucić śmieci i zaprowadzić pierworodną do szkoły.

Wkur..łam się tak, że od razu odechciało mi się robić w domu cokolwiek.
Zostawiłam wiec stert brudnych naczyń w zlewie, brudną łazienkę którą miałam sprzatac i ciuchy, które właśnie skończyły się prać i postanowiłam za świeża napisać coś tu, korzystając z okazji, że po tej kłótni mąż szybko nie wróci.


Wspominam chwile, kiedy byłam sama z dziećmi i wzdycham na myśl, o spokoju jaki panował w domu.
Moje plany naprawy małżeństwa były wtedy takie proste, piękne i wydawało mi się, że jak mąż wróci, to razem coś zmienimy.
Wszystko to prysło, jak banka mydlana i wydaje mi się, że z naszego małżeństwa nie uda mi się zrobić czegoś idealnego.

Podczas kolejnych kłótni padają coraz to gorsze słowa, zdania, przekleństwa, które kiedy nie przeszły by mi nawet przez gardło.

Wiem, że obiecałam sobie, zmienić się, zmienić nasz związek, ale zaczynam wątpić w powodzenie tej misji, zaczynam wątpić w siebie i w nas.

Na chwile obecną jestem zrezygnowana, zdołowana, mam ochotę wyjść z domu, jeb.ąć drzwiami i wrócić wieczorem albo i nie....

Może nie będę więcej pisać, bo zaraz wyjdzie, że mam myśli samobójcze hehe
Dla uspokojenia dodam, że nie mam.
No to kończę , bo wrócił mąż....
https://wytwornianadrukow.pl/mala-mi/51-kubek-z-nadrukiem-mala-mi-v11.html

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz