piątek, 24 czerwca 2016

WAKACJE!!!! ZNÓW BĘDĄ WAKACJE!!!!!

W końcu wakacje!!!!!
W sumie to nie moje, ale bardzo mnie cieszą zwłaszcza, że mam już plany co do nadmiaru czasu wolnego :)

Po 1 NIE BĘDĘ WSTAWAĆ Z ŁÓŻKA PRZED 7!!!
Po 2 WIĘCEJ LUZU, A MNIEJ POŚPIECHU!!!
Po 3 WYCIECZKI I WYPRAWY (NA POŁONINY, MOŻE TEŻ KORBANIA)
Po 4 PIERWORODNĄ WYSYŁAM NA KILKA DNI DO JEDNEJ I DO DRUGIEJ BABCI
Po 5 MAM ZALEGŁE SPOTKANIA TOWARZYSKIE, WIĘC ZAMIERZAM WSZYSTKO NADROBIĆ
Po 6 WEEKENDOWY WYJAZD DO PRZYJACIÓŁKI ZE STUDIÓW!!!
Po 7 BĘDĘ ROBIŁA WSZYSTKO, ŻEBY MOJE DZIECI MIAŁY Z TYCH WAKACJI WSPANIALE WSPOMNIENIA

Miniony rok szkolny był dla nas trudny, stresujący i  bardzo męczący.
Wczesne wstawanie, nadmierna ilość zadań domowych (zbyt duża dla sześciolatki, która została wyrawana ze świata zabawy i beztroski, i wsadzona w szkolną ławkę). Mnóstwo stresu głównie mojego, który udzielał się członkom mojej rodziny.

Wiele razy puściły mi nerwy, wiele razy krzyczałam na młodą jak wariatka, wiele razy żałowałam wykrzyczanych do niej słów, wiele razy też płakałam ze złości i z bezsilności.

Dobrze, że ten rok szkolny nareszcie się skończył!!!!

Zdaje sobie sprawę z tego, że w przyszłym roku szkolnym wcale nie będzie łatwiej, ale póki co, nie będę się tym przejmować!!!

Mam wakacje!!!
Zamierzam się nimi cieszyć, delektować i wykorzystać je tak, by w czasie deszczowych i chłodnych dni było co wspominać!!!!!
http://www.obrazki.jeja.pl/47735,wakacje.html

wtorek, 14 czerwca 2016

O PRZYJAŹNI

Może moja relacja z przyjaciółkami nie wygląda jak ta, z filmu "Sex w wielkim mieście" ani "Przyjaciółki", ale wydaje mi się, że mimo dzielącej nas odległości zawsze mogę liczyć na pomoc bądź radę każdej z nich.
Wiadomo, życie to nie film i każda z nas ma swoje sprawy, obowiązki, a wolną chwilę poświęca rodzinie i nawet, gdyby chciało się na chwilę oderwać od codzienności, to przeważnie brakuje na to czasu.

O PRZYJACIÓŁKACH 
Z tymi co niedaleko mieszkają, staram się widywać co jakiś czas, ale jak to przy dzieciach bywa to często zdarza się tak, że albo moje albo ich są chore.

Z tymi co daleko, aczkolwiek w kraju widuję się rzadziej, ale kontakt telefoniczny i elektroniczny jest na bieżąco.

Z tą poznaną na studiach widuję się już od 10 lat tradycyjnie raz w roku. W te wakacje nasza kolej!!!! Jedziemy do nich na weekend!!!! Już się nie mogę doczekać!!!!! :*

Mam w Polsce też taką przyjaciółkę, z którą nigdy nie spotkałam się face to face, i tak naprawdę dopiero kilka lat temu dowiedziałam się jak wygląda dzięki facebookowi, a znamy się z forum, gdyż obie w tym samym czasie starałyśmy się o dziecko (ja o pierwsze, ona po długiej przerwie i po bolesnych małżeńskich przejściach, o drugie) i dzieliłyśmy się informacjami i wrażeniami na temat zajścia i bycia w ciąży. I tak to trwa do dziś. Już ponad 7 lat :)

Z tymi co za granicą, też za często się nie widuję. Pozostaje facebook i telefon.

Mam też kilka takich kobitek przy sobie, które nie są może moimi przyjaciółkami, ale nie są też zwykłymi koleżankami, bo znają moje sekrety i tajemnice, o których nie wiedzą inni.
Potrafią mnie też opierdzielić i potrząsnąć mną gdy trzeba, pocieszyć gdy jestem w rozsypce, słuchać gdy potrzebuję się wygadać, doradzić gdy nie wiem co zrobić i podzielić się swoim doświadczeniem i swoimi problemami.

Linka do mojego bloga posyłam tylko zaufanym osobom, a z doświadczenia wiem, że nie wszystkim znajomym mogę zaufać, wiec dostają go nieliczni (a w zasadzie nieliczne).

Mam nadzieję, że w zbliżające się wakacje nadrobię wiele przyjacielskich zaległości!!!!
http://www.temysli.pl/33671/przyjaciel_to_ktos_kto_rozumie_twoja.html


wtorek, 7 czerwca 2016

SPROSTOWANIE!!!

Chyba po przedostatnim wpisie jestem wszystkim czytającym mojego bloga winna sprostowanie, bo mam wrażenie, że patrzycie obecnie na mojego męża jak na jakiegoś kata.
Niedawno pewna mądra kobieta napisała na swoim blogu, że nie powinno się pisać wpisów pod wpływem emocji.
Do dnia, w którym wrzuciłam swój wpis zatytułowany ":(" nie zgadzałam się z tym.
Myślałam że jestem szczera w tym co pisze, ale teraz wiem, że miałam dużo żalu i ogromnego doła i brakowało mi dystansu przy pisaniu.
Bo tak naprawdę to ja kocham tego mojego męża, mimo że czasem sprawia mi przykrość (tą sprawę już z nim wyjaśniłam)!!!!
On jak każdy człowiek palnie nieraz coś, czego później żałuję.
I mimo, że jak każdy ma swoje wady, i że mam do niego żal, że nie chce się z tej zasranej dziury  wyprowadzić, to jest naprawdę dobrym człowiekiem.
Nie zrozumcie mnie źle, bo nie staram się go wybielic czy usprawiedliwic.
Patrzę na opisaną przeze mnie sytuacje już na chłodno, bez emocji.
Oczywiście tego co powiedział, nie da się wymazać (chociaż z moimi problemami z pamięcią może się okazać za jakiś czas, że już tego nie pamiętam!!!!) ale przecież nie złożę pozwu rozwodowego z powodu jednego wypowiedzianego w nerwach słowa.
Obiecuje ze następnym razem, gdy będę w szale emocji pisała coś, to zanim wrzucę na bloga, przeanalizuje to jeszcze na spokojnie, gdy złość mi minie.
http://opisy-dla-ciebie.blog.pl/files/2016/02/10985414_1641607846122670_4154305619312811082_n.png

niedziela, 5 czerwca 2016

PRAWIE JAK DOKTORKA

Gdy zostałam matką żałowałam, że nie uczyłam się na lekarza.
Od kiedy mam dzieci zdobyłam pewną wiedzę i umiejętności wstępnej diagnozy chorego dziecka, dzięki czemu nie muszę biegać co chwilę do pediatry.
Wiadomo, na początku gdy urodziła się nasza pierworodna, to z każdą pierdołą kaszlem, temperatura lecialam zaraz do lekarza.
Z czasem jednak nauczyłam się:

  • rozpoznawać rodzaj kaszlu (suchy, mokry) i leczyć go na własną rękę, 
  • zbijać temperaturę, 
  • robić inicjacje (wiem też, kiedy mam użyć do inhalacji mucosolvan, a kiedy berodual),
  • czym ulżyć dziecku w katarze, przy bolesnym ząbkowaniu,
  • co podawać na ból brzucha, przy biegunkach czy wymiotach.

Moja apteczka powiększyła się też o asortyment potrzebny do wyleczenia wszystkiego na własną rękę.
Mam więc:

  • kilka rodzai syropow na kaszel (w zależności od tego jaki to kaszel i jak długo się utrzymuje), 
  • kilka rodzai leków na gardło (aerozmole i tabletki do ssania),
  • coś na biegunkę, 
  • na ból brzucha, 
  • kilka rodzai syropów i czopków przeciwgoraczkowych, 
  • leki odpornościowe,
  • aerozole i krople na katar i sól fizjologiczną do nosa, 
  • sól fizjologiczną do inhalacji,
  • odpowiednie leki do inhalacji, 
  • maści (na odparzenia, zaczerwienienia, rozgrzewające, ułatwiające oddychanie podczas kataru, na obrzęki i stłuczenia),
  • krople na alergię, 
  • płyn na bolące dziąsła. 
Zakupiliśmy też urządzenie do inhalacji i bańki bezogniowe, które stawia mój mąż.
Oczywiście musiałam się nauczyć dawkowania każdego lekarstwa oraz tego, jak długo można dany lek stosować.
Szkoda tylko, że nie potrafię osłuchiwać dziecka stetoskopem, bo udałoby mi się zaoszczędzić dużo czasu zamiast siedzieć w kolejce do lekarza.
http://www.123rf.com/photo_12201782_sick-teddy-bear-lying-in-bed-and-sitting-next-to-mom-with-a-thermometer-vector-illustration.html


piątek, 3 czerwca 2016

:(

Większość par jak się pokłóci, to godzi się w łóżku (tak słyszałam!!!!)
U nas tak nie jest.
Ja po prostu nie potrafię po kłótni tak normalnie udawać, że nic się nie stało.
Zwłaszcza, że mój mąż potrafi mi powiedzieć czasami, że np. jestem popier....! Albo jakiś inny komplement.
A to wszystko z powodu tego, bo mu powiedziałam, że wprowadza w domu nerwową atmosferę.
No a nie jest tak?
Trzeba wszystko robić tak, żeby jemu się podobało, uśmiechać się, udawać że jest wszytko super, bo jak tylko mam inne zdanie już jestem np. nienormalna.

W takich chwilach chciałabym się zamknąć gdzieś, żeby rozładować swój gniew i wypłakać się, a że na 38m2 nie za bardzo jest gdzie, to płaczę po kontach, ukradkiem wycierając mokre oczy i poprawiając makijaż, żeby nikt nie zauważył, a w duchu powtarzam sobie, że dam radę to przetrzymać, że to wszystko dla dzieci, że kiedyś jak one się wyprowadzą, a między mną a moim mężem dalej tak będzie to odejdę i nie będę słuchać wyzwisk, a teraz muszę zacisnąć zęby i odpuścić.
Mogę też rzucić oczywiście jakąś szklanką lub talerzem o podłogę, ale szkoda mi zastawy!!!!

Czuję się upokorzona i chciałabym się zapaść pod ziemię :(
Tyle...
http://ryjbuk.pl/t/szklanka





czwartek, 2 czerwca 2016

WEEKEND MAJOWY I DZIEŃ DZIECKA

Weekend majowy upłynął nam bardzo rozrywkowo i głównie poza domem, na świeżym powietrzu.

Czwartek
W Boże Ciało jeździmy zawsze do teściowej. To już chyba taka nasza  tradycja.
Po mszy idziemy na procesje, a dziewczynki sypią kwiatki.
Później odwiedzamy ŚP. Teścia na cmentarzu i wygłodniali jak wilki biegniemy do domu, na obiad.
Teściowa jest szczęśliwą posiadaczką domu z ogrodem, więc każdą wolną chwilę po obiadowym obżarstwie spędzamy na dworze. Dzieci (moje dziewczyny i 2 chłopaków mojej szwagierki w wieku 5 i 8 lat) bawiły się w piasku, wrzeszcząc i kłócąc się przy tym (jak zwykle).

Dziewczynki zmęczone, ale szczęśliwe wróciły do domu i padły, gdy tylko przyłożyły głowy do poduszek.

Piątek
Do południa czas szybko zleciał na codziennych czynnościach typu śniadanie, sprzątanie, obiad itp.
Popołudnie natomiast było dużo ciekawsze.
Dostałyśmy (ja i dziewczynki) zaproszenie (a w zasadzie, to same się wprosiłyśmy) do koleżanki. Dziewczynki wyszalały się na ogrodzie (puszczały bańki, huśtały się na hamaku i w bujanym fotelu, młodsza biegała za kotem, który nie chciał być głaskany, a starsza za psem, któremu żadne pieszczoty nie przeszkadzały.
Ja miałam czas, żeby trochę odpocząć od zajmowania się dziećmi, napić się spokojnie kawy, poplotkować z koleżanką i jej siostrą (dopiero co ją poznałam, a mimo to rozmawiałyśmy jak stare znajome).
Wszystko co dobre, szybko się kończy, wiec czas odwiedzin też dobiegł końca.
Kolejny dzień, po którym dziewczynki szybko padły, wykończone atrakcjami dnia.

Sobota
Dzień nie zapowiadał się za ciekawie z powodu deszczu i burz, a na sobotę właśnie byliśmy umówieni na działkę do znajomych, na grilla.
Już myślałam, że nic nie wyjdzie z naszych planów.
Na szczęście wypogodziło się trochę i postanowiliśmy spiąć dupeczki i ruszyć się z domu mimo, że z oddali nadciągały chmury i od czasu do czasu słychać było ciche pomruki burzy.
Na działce byli znajomi z dwoma starszymi od moich dzieci dziewczynkami, które zajmowały się moimi pociechami, więc ja miałam czas żeby nic nie robić.
Przyznam szczerze, że głupio się czułam, bo nie jestem jakoś do tego przyzwyczajona i co chwilę chodziłam i sprawdzałam, co robią moje dzieci i dlaczego nie przybiegają do mnie co jakiś czas, zmuszając mnie do oderwania dupki od leżaka, po to by coś im przynieść bądź podać.
Dopiero teraz widzę, że moje dzieci są z roku na rok coraz to starsze i potrafią czasami spędzać czas bez mamy. Pamiętam, że gdy byliśmy na działce rok temu, to młoda praktycznie nie opuszczała mnie na krok.

Muszę przyznać, że młodsza córka ma teraz trudny okres, w którym mama potrzebna jest do wszystkiego, a np tato nieraz nie może nawet przełączyć kanału w tv, ani posadzić jej na kibelek. Mała potrafi wtedy urządzić scene (wrzeszczeć, płakać), zmuszając mnie do poddania się. Na chwilę obecną po prostu mama musi być DOSŁOWNIE do wszystkiego!!!!
Nie pamiętam, żeby pierworodna miała kiedykolwiek taki etap w życiu, a może przechodziła go trochę łagodnej i nie było to, aż tak męczące jak teraz.

W każdym razie fajnie było w te weekendowe dni choć przez chwilę odpocząć.

Niedziela
Tego dnia to my mieliśmy gości. Odwiedziła nas moja mama z wujkiem, którego nie widziałam chyba 6 lat, a który jest mnie prawie jak ojciec. Powiem nawet, że nieco się wzruszyłam tą wizytą. Przypomniały mi się wszystkie chwile z nim spędzone w dzieciństwie. Niestety nie posiedzieli długo, bo wujek był umówiony.

Po obiedzie byliśmy na spacerze i na lodach.

Mimo, że dzień był spokojniejszy od poprzednich to bardzo dla mnie emocjonujący.


Dzień Dziecka
Ponieważ święto naszych pociech wypadło w tygodniu to celebrowaliśmy je dopiero po południu.
Rano dziewczynki dostały prezenty w postaci pościeli z ulubionymi bajkowymi bohaterami, a po szkole i obiedzie, były lody i plac zabaw, a później puszczanie baniek mydlanych i latawca pod blokiem.
http://m.mowimyjak.pl/zdrowie/rozwoj-dziecka/banki-mydlane-jaki-plyn-jak-puszczac-banki-mydlane,191_63520.html