czwartek, 2 czerwca 2016

WEEKEND MAJOWY I DZIEŃ DZIECKA

Weekend majowy upłynął nam bardzo rozrywkowo i głównie poza domem, na świeżym powietrzu.

Czwartek
W Boże Ciało jeździmy zawsze do teściowej. To już chyba taka nasza  tradycja.
Po mszy idziemy na procesje, a dziewczynki sypią kwiatki.
Później odwiedzamy ŚP. Teścia na cmentarzu i wygłodniali jak wilki biegniemy do domu, na obiad.
Teściowa jest szczęśliwą posiadaczką domu z ogrodem, więc każdą wolną chwilę po obiadowym obżarstwie spędzamy na dworze. Dzieci (moje dziewczyny i 2 chłopaków mojej szwagierki w wieku 5 i 8 lat) bawiły się w piasku, wrzeszcząc i kłócąc się przy tym (jak zwykle).

Dziewczynki zmęczone, ale szczęśliwe wróciły do domu i padły, gdy tylko przyłożyły głowy do poduszek.

Piątek
Do południa czas szybko zleciał na codziennych czynnościach typu śniadanie, sprzątanie, obiad itp.
Popołudnie natomiast było dużo ciekawsze.
Dostałyśmy (ja i dziewczynki) zaproszenie (a w zasadzie, to same się wprosiłyśmy) do koleżanki. Dziewczynki wyszalały się na ogrodzie (puszczały bańki, huśtały się na hamaku i w bujanym fotelu, młodsza biegała za kotem, który nie chciał być głaskany, a starsza za psem, któremu żadne pieszczoty nie przeszkadzały.
Ja miałam czas, żeby trochę odpocząć od zajmowania się dziećmi, napić się spokojnie kawy, poplotkować z koleżanką i jej siostrą (dopiero co ją poznałam, a mimo to rozmawiałyśmy jak stare znajome).
Wszystko co dobre, szybko się kończy, wiec czas odwiedzin też dobiegł końca.
Kolejny dzień, po którym dziewczynki szybko padły, wykończone atrakcjami dnia.

Sobota
Dzień nie zapowiadał się za ciekawie z powodu deszczu i burz, a na sobotę właśnie byliśmy umówieni na działkę do znajomych, na grilla.
Już myślałam, że nic nie wyjdzie z naszych planów.
Na szczęście wypogodziło się trochę i postanowiliśmy spiąć dupeczki i ruszyć się z domu mimo, że z oddali nadciągały chmury i od czasu do czasu słychać było ciche pomruki burzy.
Na działce byli znajomi z dwoma starszymi od moich dzieci dziewczynkami, które zajmowały się moimi pociechami, więc ja miałam czas żeby nic nie robić.
Przyznam szczerze, że głupio się czułam, bo nie jestem jakoś do tego przyzwyczajona i co chwilę chodziłam i sprawdzałam, co robią moje dzieci i dlaczego nie przybiegają do mnie co jakiś czas, zmuszając mnie do oderwania dupki od leżaka, po to by coś im przynieść bądź podać.
Dopiero teraz widzę, że moje dzieci są z roku na rok coraz to starsze i potrafią czasami spędzać czas bez mamy. Pamiętam, że gdy byliśmy na działce rok temu, to młoda praktycznie nie opuszczała mnie na krok.

Muszę przyznać, że młodsza córka ma teraz trudny okres, w którym mama potrzebna jest do wszystkiego, a np tato nieraz nie może nawet przełączyć kanału w tv, ani posadzić jej na kibelek. Mała potrafi wtedy urządzić scene (wrzeszczeć, płakać), zmuszając mnie do poddania się. Na chwilę obecną po prostu mama musi być DOSŁOWNIE do wszystkiego!!!!
Nie pamiętam, żeby pierworodna miała kiedykolwiek taki etap w życiu, a może przechodziła go trochę łagodnej i nie było to, aż tak męczące jak teraz.

W każdym razie fajnie było w te weekendowe dni choć przez chwilę odpocząć.

Niedziela
Tego dnia to my mieliśmy gości. Odwiedziła nas moja mama z wujkiem, którego nie widziałam chyba 6 lat, a który jest mnie prawie jak ojciec. Powiem nawet, że nieco się wzruszyłam tą wizytą. Przypomniały mi się wszystkie chwile z nim spędzone w dzieciństwie. Niestety nie posiedzieli długo, bo wujek był umówiony.

Po obiedzie byliśmy na spacerze i na lodach.

Mimo, że dzień był spokojniejszy od poprzednich to bardzo dla mnie emocjonujący.


Dzień Dziecka
Ponieważ święto naszych pociech wypadło w tygodniu to celebrowaliśmy je dopiero po południu.
Rano dziewczynki dostały prezenty w postaci pościeli z ulubionymi bajkowymi bohaterami, a po szkole i obiedzie, były lody i plac zabaw, a później puszczanie baniek mydlanych i latawca pod blokiem.
http://m.mowimyjak.pl/zdrowie/rozwoj-dziecka/banki-mydlane-jaki-plyn-jak-puszczac-banki-mydlane,191_63520.html

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz