piątek, 30 grudnia 2022

NA CHOROBOWYM

Minęły 3 tygodnie.

Mogę chyba powiedzieć, że zabieg się udał.

Poruszam wszystkimi palcami, zginam je, chociaż przy zginaniu małego palca i serdecznego czuję lekki ból i ciągnięcie. 

Nie mogę wykonywać jeszcze wszystkich czynności ale zaczynam powoli uruchamiać prawą rękę.


Przez ten czas praktycznie wszystko robiłam ręką lewą.

Najgorsza była kąpiel i mycie głowy.

Czasem miałam ochotę po prostu nie myć się. Przeciągałam godzinę kąpieli do 21 jakby to cokolwiek miało zmienić.

Koniec końców i tak musiałam wziąść prysznic.

Mycie głowy ograniczyłam z 3-4 tygodniowo do 1 razu w tygodniu. 

Przy świętach, wizytach u lekarza zmuszałam się do częstrzego mycia.

Makijaż robię tylko wtedy gdy muszę wyjść z domu. 

A wychodzę z domu baaardzo rzadko. 


Pierwsze dwa tygodnie, to tylko czytałam książkę i chodziłam sikać. 


Nie mogłam sobie pozwolić na długie, beztroskie leżenie w łóżku, bo musiałam wstawać rano, odprawić młodą do szkoły, a przy okazji jadłyśmy razem śniadanie. 


Przez dzień jadłam tylko wtedy, gdy mi ktoś coś zrobił, bo lewą ręką ciężko było, więc oszczędzając swoje nerwy przyjmowałam tylko płyny, gdy byłam sama w domu. 


Na szczęście Pan Mąż wziął na mnie opiekę i to on przygotowywał mi posiłki, mył naczynia i sprzątał w domu przez ostatnie 3 tygodnie. 

Podejrzewam, że przez najbliższe 5 lat będzie mi to raczył przypominać🤦‍♀️


Dzieci mogłyby zarosnąć brudem, gdybyśmy im nie kazali sprzątać. 

Nie zdziwiłby mnie widok naczyń sprzed tygodnia i brudnych ciuchów na łóżku.

Pierworodna mogłaby żyć śmierdzącym, niewietrzonym pokojowym powietrzem, energią pobieraną z komputera, tableta, bądź telefonu poprzez słuchawki. 

Ona nie potrzebuje jeść. Jak jej się nie chcę robić to mówi, że jest najedzona albo, że nie jest głodna. 

Młodsza natomiast mogłaby jeść na okrągło cokolwiek. 

Lewo od stołu odejdzie a już "magiczny barek" otwiera, bo ona musi coś słodkiego, słonego zjeść. 

Ta też czerpie energię z komputera i tv. 

A po całym dniu mówi, że ją głowa boli! 

Serio? 🤔 Ciekawe dlaczego?! 



Śniegu nie ma, to się dzieciom nawet nie chce na spacer iść. 

Co się dziwić jak sama się z domu nie ruszam🤣


Ale do rzeczy.

Jeśli chodzi o ich pomoc w domowych obowiązkach, to jak poproszę, żeby coś zrobiły to zrobią. 

Czasem zrobiły mi kolacje czy śniadanie czy umyły naczynia. 

Ale żeby tak przyszły i same od siebie.....

To w życiu! 

Tak to jest jak całe życie człowiek usługiwał im i wszystko robił za nie. 

Nienauczone! 

I tyle! 

Sama jestem sobie winna. 

No ale na szczęście czas opieki Pana Męża nade mną dobiega końca. 

Dzieci po Nowym Roku wracają do szkoły, a ja chwilowo będę mogła wrócić do czytania książki i zacząć gotować obiadki, a tym samym ćwiczyć prawą rękę. 

Oby tylko obeszło się bez chorób, bo za chwilę ferie. 

Mają plany żeby jechać do babci. 

Zobaczymy co wyjdzie z planów. 

https://myloview.pl/tapeta-przytulne-zimowe-zycie-kubek-goracej-kawy-i-otwarta-ksiazka-nr-605EF27


środa, 7 grudnia 2022

BOJĘ SIĘ

Wiem, że to zwykły, prosty i nieinwazyjny zabieg ale obleciał mnie strach. 


Boję się samego zabiegu i możliwych komplikacji.

Boję się bólu.

Boję się nieprzespanych nocy.

Boję się powrotu do domu po zabiegu.

Boję się chorobowego.

Boję się tego, czy będę potrafiła funkcjonować w domu.

Boję się, że nie będę w stanie nic zrobić koło siebie. 

Boję się, że wiele w pracy mnie ominie.

Boję się też tego że jak posiedzę trochę w domu, ciężko będzie wrócić do pracy.


Boję się że będę miała zbyt wiele czasu na myślenie.


Ogólnie, czuję jakiś dziwny lęk. 

Ehhh


Do zobaczenia po zabiegu! 

Mam nadzieję..... 



https://m.e-lubon.pl/news/ciemnosci-widze-widze-ciemnosc-aktualizacja-3883


wtorek, 6 grudnia 2022

NIBY-URLOP

Wyjechałam na kilka dni.

Jestem hotelu. 

Nie jakimś 5 - gwiazdkowym.

Zwykłym, byle jakim.

Może to nawet nie jest hotel🤔


Widok z okna raczej smutny.

Bez pięknych krajobrazów. 

Szare budynki, bure i ponure drzewa. 


Na recepcji okropnie długo musiałam czekać, żeby przebrnąć przez górę papierowo - komputerowych formalności. 

Po 4 godzinach oczekiwań dostalam pokój. 

Na 1 piętrze. 

Dwuosobowy.

Z dwoma osobnymi łóżkami i bez toalety. 

Jest tylko umywalka. 

Pokój jest osłonięty folią. 

Nawet drzwi jedne mam na zamek. 

Ale czad! 


Dostałam obiad do pokoju. 

Była zupa, a na drugie ryż z jabłkami i budyniem. 

Może nie były to jakieś rarytasy ale zawsze to coś, zwłaszcza że od wczoraj nic nie jadłam.


Leżę teraz na łóżku, w tym foliowym pokoju i wiesz o czym myślę? 

Tylko o tym, by wrócić do domu😟


Ale niestety nie moge. 


Jestem w szpitalu i jutro mam zabieg na cieśń nadgarstka. 




https://udowodnijsobie.pl/2021/09/06/co-robic-w-deszczowy-dzien-we-dwoje/

poniedziałek, 21 listopada 2022

ZŁOTE MYŚLI

Wiesz, bo ja nie pisze tego bloga po to, żeby ktoś mnie żałował albo mówił: "o matko jakie ty masz problemy/ życie/męża!" 


Chodzi o to, że każdy z nas ma jakieś swoje problemy, mniejsze, czy większe. 

Każdy ma jakiś bagaż życiowych doświadczeń, który składa się z sukcesów, ale i pewnie z porażek.


Chodzi o to, żeby patrzeć na człowieka z empatią i sercem, bo nigdy nie wiesz, co przeżywa w swoim życiu!


Uwierz mi, że patrząc na kogoś tzw. "gołym okiem" często nie widać problemów, choroby czy rodzinnych awantur.


Bije się w pierś, bo zdarza mi się oceniać ludzi po wyglądzie i nie raz, nie omieszkałam za plecami  skomentować to, czy owo.


Kończy się listopad. 

Miesiąc smutny, szary i melancholijny. 


Nadchodzi grudzień. 

To czas, rodzinnych świąt, refleksji, radości. 

To czas, podsumowań noworocznych i postanowień. 

Dla mnie będzie to inny czas niż zwykle, ze względu zbliżający się zabieg i okres rekonwalescencji. 

Nie wiem co mnie czeka, więc czuję niepewność i lęk. 

To czas  kiedy przez taki długi okres będę wyłączona z mojego drugiego życia, tego przedszkolnego. 

Boję się i mam mieszane uczucia. 

Ehhh

https://www.google.com/amp/s/wiadomosci.onet.pl/lubuskie/niebo-gwiazdziste-nade-mna-obserwacja-nieba-w-weekend/dww0y59.amp

czwartek, 3 listopada 2022

BABA U LEKARZA, ZNOWU!

Jestem świeżo po wizycie u ortopedy.

Przyznam, że nie liczyłam na taką diagnozę.

Spodziewałam się raczej, że będę musiała doktora namawiać, przekonywać, prosić.

A tu siadam na krzesełko, daje wyniki badań z Przemyśla, opowiadam o tej swojej bolącej ręce, że utrudnia mi życie w domu i funkcjonowanie w pracy i nagle słyszę: 

"trzeba zrobić zabieg"!


Przez chwilę mnie zatkało.

Nie wiedziałam co powedzieć.

Chciałam tego, ale byłam w szoku, że tak łatwo poszło.


Podczas, gdy lekarz wypisywał skierowanie na zabieg, opowiadałam mu o tym, że dłoń mi cierpnie w nocy, aczkolwiek boli mnie tylko łokieć i to od niego ból promieniuje do przedramienia, ale dłoń zasadniczo mnie nie boli.


Powiedział mi, że oprócz cieśni mam jeszcze tzw. łokieć tenisisty czyli zmiany degeneracyjne w scięgnach, co powoduje ogromny ból przy czynnościach związanych z podnodzenim kubka, tudzież dzbanka, przy wykręcaniu gąbki do naczyń, szmatki, mopa i wielu innych czynnościach, które na codzień wykonuje w domu i w pracy.

Na miejscu dostałam zastrzyk w łokieć, który ma sprawić, że ręka przestanie mi doskwierać, ale pomoże jakby dopiero za kilka dni. 

Po zastrzyku zrobiła się jakby mało władna i bolała bardziej niż zwykle. 

Zastanawiam się jak będę pracować w dniu dziesiejszym.

(Zapomniałam dodać, że urwałam się z pracy, by ogarnąć tą wizytę i głupia myślałam, iż za 2h będę spowrotem. Taaaaak bardzo się pomyliłam. Ale o tym za chwilę.)

Następnie doktor zaczął oglądać moje RTG odcinków szyjnego i piersiowego powtarzając w kółko "wstyd i hańba".

Faktycznie było mi wstyd, gdy tak mówił. 

Dostałam skierowanie na rehabilitację i  kazał mi wziąść się za siebie🤷‍♀️

Po tym wszystkim co dostałam i usłyszałam wyszłam lekko oszołomiona z gabinetu.  

Udałam się na izbę przyjęć, gdzie miałam umówić się na datę zabiegu. 

A tam kolejka i dłuuuugie oczekiwanie na lekarza, który był na zabiegu😱

W tej oto kolejce przesiedziałam 2,5h i spotkałam wielu ludzi, mniej oraz bardziej znajomych i prawie umarłam z głodu.

Po upływie tego czasu i przybraniu wszystkich możliwych pozycji na szpitalnym krześle wreszcie doczekałam się wezwania przez lekarza. 

Termin zabiegu został ustalony na 7.12, a dzień wcześniej mam się zgłosić na oddział. 

Prawdopodobnie wyjdę w dzień zabiegu, jeśli wszystko będzie w porządku, a jest mi to nawet na rękę, gdyż dzień później mam rezonans w Sanoku. 

Później chwilę chorobowego, żeby dość do siebie i może uda się w tym czasie skorzystać z rehabilitacji na kręgosłup. 

Oby, bo jak już wrócę do pracy, to ciężko będzie znowu wolne brać, żeby na zabiegi chodzić. 

O i takie to wszystko 🤷‍♀️

Oczywiście jakiego bym terminu zabiegu nie miała, to nigdy odpowiedniej pory w pracy nie będzie, bo u nas zawsze coś się dzieje, i w sali też jestem potrzebna. Ehhh 

Pani dyrektor mimo, że mnie na zabieg namawiała to oczywiście miała minę zniesmaczoną gdy jej o tym powiedziałam. 

A Aga, nauczycielka z mojej grupy i jednocześnie Siostra moja nabyta, była wyrozumiała i oszczędna w komentarze. 

No i pojawiły się wyrzuty sumienia, że może mogłam to przemyśleć, wtedy przy lekarzu i zapytać o inny termin np styczniowy? 🤔

No ale sprawa się rzekła. 

Jakoś się specjalnie nie zastanawiałam nad datą. 

Taką podał lekarz. 

Przytaknęłam i mam nadzieję, że zrobie to i będę miała spokój i nie będę musiała już wracać do tematu. 

To tyle.


https://m.facebook.com/babaulekarza/

niedziela, 2 października 2022

PRZYCHODZI BABA DO LEKARZA

Na początku września rozpoczęłam swoją "przygodę" z ortopedą.

Mianowicie, po wielu nieprzespanych nocach,  z cierpnącą prawą ręką i prawym uchem, z bólem który nie chce przejść od razu (więc muszę kilka, bądź kilkanaście minut masować rękę w nocy) oraz z bólem pod prawym żebrem, który nie jest spowodowany problemami gastrycznymi wybrałam się do ortopedy, by uzyskać skierowanie na rezonans magnetyczny, który mam nadzieję pomoże zrozumieć skąd pochodzą moje dolegliwości.


Siedząc u lekarza w gabinecie zrobiłam wielkie oczy, gdy lekarz oprócz rezonansu skierował mnie na badanie EMG, by wykluczyć ból ręki spowodowany przez zespół cieśni nadgarstka.


Od razu po wyjściu z gabinetu zrobiłam rentgen dwóch odcinków kręgosłupa, który też miałam zlecony.


Następnie zaczęłam obdzwaniać miejsca, gdzie wykonywane są badania, które muszę wykonać.


Jestem już po badaniu EMG. Myślałam, że to tylko formalność i nic nie wyjdzie.... 

A tu jeb!

Zespół cieśni nadgarstka prawego, średniego - umiarkowanego stopnia (wyczytałam że jest to 3 z 6 stopni). Neurolog oznajmił, iż klasyfikuję się do zabiegu, po którym okres rekonwalescencji trwa od 6 do 8 tygodni🤦‍♀️, ale zobaczymy co pokażą kolejne badania i co powie mój ortopeda.


Następne badania dopiero w grudniu😱

                        https://www.szpitalwyrzysk.com/por_ortop.html

czwartek, 22 września 2022

PRZEMYŚLENIA

Wiesz, cały czas mam poczucie, że ktoś tam z góry, czuwa nade mną.

Że nie trafiłam do tego miasta przypadkiem.

I mimo, że NADAL go nie lubie, udało mi się znaleźć tu coś, dzięki czemu czuję się jak w domu.


Lubię osiedle, na którym mieszkam, ze względu na  lokalizację.


Lubie nasz blok, mało konfliktowych sąsiadów i 4 piętro po słonecznej stronie, dzięki czemu jest ciepło, nawet w te zimne jesienno - wiosenne dni poza okresem grzewczym (które właśnie się zaczęły). O żesz ku.wa mać! 

Poprawka. Posta zaczęłam pisać jakiś tydzień temu, gdy temperatury były po 15-18 stopni. Kończę pisać teraz. Jednak w naszym mieszkaniu nie jest już tak ciepło! Sezon na jpdl jak zimno, uważam za otwarty! 🤦‍♀️


Lubię swoją pracę, chociaż nigdy nie myślałam nawet, że kiedykolwiek będę pracowała w przedszkolu. Ale to już pewnie wiesz, gdyż pisałam o tym na blogu. 


Ale do sedna. 

Największym zaskoczeniem dla mnie jest to, że spotkałam tu fantastycznych ludzi, dzięki którym łatwiej było mi się tu zaklimatyzować i odnaleźć. 


Niektórzy byli przy mnie od samego początku, wysłuchiwali moich żali i cierpliwie znosili moje codzienne odwiedziny.

I mimo, że nasze relacje początkowo były chłodne, to trwają przy mnie już 14 lat!


Innych poznałam przypadkiem, w pracy i stały mi się niezwykle bliskie. 

I mimo, że mamy innych rodziców, są dla mnie jak siostry. 

Znają moje najmroczniejsze sekrety i są zawsze, gdy ich potrzebuję. 


Są też tacy, których nazywam cichymi aniołami. 

To ludzie, akceptujący mnie i to, że jestem zdrowo pierdolnięta, a mimo tego odbierają ode mnie telefony, odpisują na smsy, czy wiadomości. 


Chyba mogę ich wszystkich nazwać swoimi przyjaciółmi, gdyż czuję się swobodnie w ich obecności, mogę się śmiać lub płakać, gdy mam na to ochotę. 

Mogę im wszystko powiedzieć i nie boję się, że będą mnie oceniać. 

I nie chodzi tu o to, że klepią mnie po ramieniu, a za plecami obrabiają mi dupe. 

Nie. 

Jak trzeba, powiedzą mi swoje zdanie, które oczywiście może różnić się od mojego. 

Dadzą kobpa, gdy tego wymaga sytuacja.

Zawsze są, czasem doradzą i przede wszystkim dodają skrzydeł.




https://besty.pl/3362833

niedziela, 4 września 2022

KONIEC WAKACJI

Koniec wakacji zaskoczył mnie zapaleniem pęcherza, które wyleczyłam sobie oczywiście sama lekami bez recepty i nasiadówkami. 

Później robiłam jeszcze kontrolne badanie moczu, żeby mieć pewność, że moja terapia się powiodła! 😁

Później nagle, z dupy pojawiła się prawdopodobnie ropna angina i ból gardła taki, że ciężko było funkcjonować w dzień  i spać w nocy.

Od razu zastosowałam antybiotyk, oczywiście na własną rękę i do tego wszystkie leki jakie posiadam w domowej apteczce. 

Było płukanie gardła wodą utlenioną, Glimbaxem, solą iwonicką, tabletki na gardło na receptę, Uniben spray, Paracetamol na zmianę z Ibuprofenem, goździki, kit pszczeli z cukrem. 

W pracy ostatnie przygotowania do rozpoczęcia roku szkolnego. 

Przez pierwsze dni nic nie pomagało. 

Miałam wrażenie jest było nawet coraz gorzej. 


W pracy mogłoby się wydawać, że jest już wszystko ogarnięte, ale w ostatni dzień był nawał roboty. 

Wycinanie i przyklejanie na okna dekoracji, wieszanie ręczników dla dzieci, ogarnięcie łazienki na błysk, dekoracje na drzwi do sali i zasłonę, ogarnięcie sali logopedycznej, korytarza, łazienki dla personelu i gabinetu p. Dyrektor. 

Ehhhh


Były mokre plecy, gardło suche i bolące, głodny brzuch. 

Była też lekko nerwowa i napięta atmosfera.

Natomiast nie było czasu na picie, jedzenie, sikanie, zadbanie o bolące gardło.

Był ogień, dym a z dupy sądza!


Były też w ten dzień moje 38 urodziny. 

Przyznam szczerze, że nie tak sobie je wyobrażałam.

Wróciłam z pracy tak zmęczona, że nic mi się już nie chciało. 

W domu, jak to zwykle bywa gdy wracam, jakaś draka i gówno-burza . 

Miałam bardziej nastrój na płacz, niż na świętowanie. Obiecałam, że zabiorę dzieci na pizzę, więc trzeba było się wziąć w garść i wyjść z domu.

Cieszę się, że poszłam.

Mimo, że nie mogłam opić % procentami swoich urodzin z powodu antybiotyku, to przynajmniej się odmóżdżyłam.


Tak więc zakończyły się wakacje, ból przy oddawaniu moczu oraz ból gardła, a rozpoczęły się krzyki w domu o bałagan na biurku i łóżku, stresy, walka o chwilę dla dzieci, dla siebie, ciągła gonitwa i brak czasu. 

Rozpoczął się NOWY ROK SZKONY!

Juhhhhuu🙈

https://gk24.pl/memy-na-koniec-wakacji-internet-pelny-smiesznych-obrazkow/ga/c13-14372649/zd/38135091


niedziela, 24 lipca 2022

WŁOSKIE WAKACJE CZYLI WSZĘDZIE DOBRZE, ALE W DOMU NAJLEPIEJ

Ten czas tak szybko leci. 

Minął nasz pobyt we Włoszech, skończył się urlop

i lipiec powoli się kończy.

Nie miałam nawet czasu, na opowieść o italiańskich wakacjach.

No ale pewnie co niektórzy są ciekawi, a nieliczni wiedzą już co nieco.

Jechałam tam już z pewnym bagażem doświadczeń z ubiegłego roku, ale i z nadzieją, że może tym razem będzie inaczej.

No i było inaczej. 

Z jeden strony lepiej, z drugiej strony gorzej. 


Po prostu inaczej...


Na miejsce autokarem dotarliśmy w niedzielę 3 lipca około godz. 19. 

Wysiedliśmy, by przesiąść się do samochodu i jechać następną godzinę do docelowej miejscowości - Fano.

Rozpakowaliśmy kosmetyki, ręczniki i marzyliśmy o kąpieli, zjedzeniu czegoś ciepłego i przespaniu się w pozycji innej niż przez ostatnie 34h, czyli leżącej dla odmiany😂

W poniedziałek przywitało nas piękne i gorące słońce ☀ ale z racji tego, że mamy wakacje, nie zrywaliśmy się. Wstaliśmy koło 9. 

Na spokojnie spakowaliśmy rzeczy potrzebne na plażę, zjedliśmy śniadanie i spacerkiem podreptaliśmy na plażę oczywiście z moim bratem.

Plaża znajdowała się jakieś 10 minut drogi od domu.

Byliśmy w tym samym miejscu co w tamtym roku, tyle że wtedy, czekaliśmy na mojego ojca aż wróci po 11 z pracy i on nas zawoził.

Dzieci w wodzie 🌊 , my na leżakach🏖️, słońce ☀, zimne piwko 🍻 

Poleżeliśmy do 14 chyba, zebraliśmy się i wróciliśmy do domu. 

Wzięliśmy prysznic, pojechaliśmy na zakupy, żeby było co jeść przez najbliższe dni, bo u ojca w lodówce to było tylko piwo, woda, mleko, jakieś warzywa i jajka, po terminie.

Wtorek wyglądał tak jak poniedziałek, tyle że po południu pojechaliśmy po materace do pływania dla dzieci i na pizze. 

Były też pyyyszne lody. 

Wieczorem zdążyliśmy uwiecznić na fotografiach zachód słońca 🌇 


W środę zerwaliśmy się wcześnie, by zobaczyć wschód 🌄 słońca. 

Po sesji wróciliśmy do domu, zjedliśmy śniadanie i tato zabrał nas ma wycieczkę do San Marino.


Żeby dostać się na wzgórze z zamkowymi ruinami, trzeba było przejechać się kolejką 🚡 

Widoki piękne, zapierające dech. 

Kupiliśmy pamiątki, pozwiedzaliśmy, zjedliśmy pyszny obiad i zjechaliśmy kolejką w dół.


W drodze powrotnej pojechaliśmy do Rimini do parku miniatur i parku rozrywki. 

Miniatury były bardzo miniaturowe ale pięknie odzwierciedlały wszystkie główne miasta i ważniejsze budynki włoskich metropolii.


Jechalismy mini pociągiem, który wjeżdżał do świata Pinokia i słuchaliśmy po włosku jego historii. 


Podróżowaliśmy też qkolejką dookoła parku. 

To były wagoniki na wąskiej szynie i przez całą drogę zastanawiałam się, jak to się utrzymuje i czy nie przechyli na bok pod naszym ciężarem. 

Tak się spociłam na tej kolejce. 

Masakra.


Był też park mała Wenecja. Płynęliśmy łodziami po miniaturowym mieście. 

Pieknie było! 


Na koniec był park wodny z drewnianymi łódkami. 

Z dołu to największe wzniesienie nie wydawało się taaakie wysokie. 

Gdy wychechaliśmy na górę myślałam, że się posram i posikam jednocześnie, że strachu.

Było super, ale więcej bym tam nie wsiadła za nic w świecie.

Ogólnie było super i śmiechu co nie miara.

Wróciliśmy zmęczeni ale szczęśliwi, że coś zwiedziliśmy, zobaczyliśmy.


Czwartek jak zwykle na plaży, ale krótko, bo coś się chmurzyło, fale były większe i zapowiadali burze. 

Burze były popołudniu i w nocy. 


W piątek też byliśmy na plaży, ale po burzliwej nocy morze było niespokojne i brudne. 

Dzieci siedziały w cieniu leżaków i bawiły się piaskiem. Młoda po chwili zaczęła narzekać na ból głowy, dałam jej tabletkę, położyła się na leżak i zasłonięta ręcznikiem spała. 

Do domu wróciliśmy szybciej. 

Cały czas narzekała na ból głowy i była gorąca. Zrozumiałam, że przegrzała się i zaczęłam ją chłodzić okładami, częściej podawać paracetamol i ibuprofen na zmianę, kazałam dużo pić i do wody dawałam jej elektrolity dwa razy dziennie. 

Sobotę przesiedzieliśmy w domu i przed domem, w cieniu, ale na szczęście w niedzielę było już wszystko w porządku.

W niedzielę robiliśmy dwa podejścia na msze do kościoła, ale okazało się, że źle na rozkład mszy popatrzyłam. 

Tzn zrobiłam zdjęcie rozkładu z innej parafii. 

Nie udało nam się być na żadnej mszy🤷‍♀️ 

Pomodliliśmy się o szczęśliwy powrót do domu i zapaliliśmy świeczki. 

Popołudniu spakowaliśmy większość rzeczy i pojechaliśmy na zakupy, by zrobić zapotrzebowanie na drogę. 


Od piątku już nie mogłam się doczekać wyjazdu i odliczałam dni, a później godziny! 


W poniedziałek rano byłam lekko zdenerwowana, jak to przed podróżą, ale taka podekscytowana, powrotem do domu, że nawet nie potrafię Wam tego opisać. 


O 7 wyjechaliśmy z Fano do Ancony, skąd o 9 mieliśmy autokar do domu. 

Z przyjemnością i dość szybko pożegnaliśmy się z ojcem i Konradem i czym prędzej wsiedliśmy w autokar. 

Wracaliśmy jak zwykle krócej.

Mieliśmy przyjechać do Sanoka we wtorek 13 lipca na 19, a byliśmy przed 17. 

Jechaliśmy cały czas jednym autokarem bez przesiadek. Droga była spokojna i w miarę szybko minęła. 

Najbardziej ciągły się ostatnie kilometry z Gorlic do Sanoka. 

Ale na całe szczęście dojechaliśmy cali i zdrowi, bogatsi o ciekawe wspomnienia. 


Tak właśnie zakończyły się nasze włoskie wakacje. Poprzez ten wyjazd chciałam utrzymać jakąś rodzinną więź.

Relacje, których chyba tak naprawę nigdy nie było. 

Myślę, że to był nasz ostatni wyjazd do ojca. 

Nie chcę się nikomu narzucać. 

Nie chcę jechać, do kogoś gdzie czuję się jak intruz mimo, że to mój ojciec. 

Aaaaa. Zapomniałam. 

To nie ojciec tylko dawca nasienia. 

Ojciec, to ktoś, kto wychowuje dziecko, opiekuje się nim, dba o nie. 

To ten co, chciałby dać dziecku wszystko mimo, że nie zawsze może mu wszysyko dać. 

To ten, który kocha bezwarunkowo. 


Mój nie wychowywał mnie nigdy, zostawił mnie i mamę, gdy miałam 2 czy 3 lata. 

Nie łożył na moje utrzymanie. 

Dostawałam marne grosze z funduszu alimentacyjnego i to dopiero jak byłam nastolatką, a i tak w tamtym roku wyrzygał mojemu mężowi, że mu z emerytury ściągają za te alimenty. 

Wstydziłby się w ogóle coś takiego mówić. 

Nie było go w moim życiu w najważniejszych momentach, w zasadzie nie było go nigdy. 

Cały rok nie dzwoni, nie interesuje się, nie pamięta o urodzinach ani moich, ani dzieci. 

Dzieci jak do babć jadą, to babcie dałyby im wszystko. 

A u dziadka nic. 

Dostały w tym roku materace do pływania i foremki do piasku, które zostały we Włoszech. 

Nie martwił się żeby dzieci miały co jeść. 

No nic normalnie. 

Musieliśmy się zastanawiać, co będziemy na obiad robić, 

i żeby mieć składniki na stworzenie czego do zjedzenia. 

W tamtym roku to jeszcze wychodziliśmy wieczorami, byliśmy na molo, na lodach. 

W tym roku siadali z telefonami, albo na łóżku u siebie, albo przed domem. 

Myśmy szli do swojego pokoju oglądać film. 

Dobrze, że wzięliśmy pendrive z domu, bo nie wiem co byśmy robili. 


A jeśli chodzi o mojego brata, to nie czuje z nim żadnej więzi i może ktoś powie, że jestem wtedna ale ciężko go zdzierżyć. 

I wiem, że to przez to, że w dzieciństwie padaczka uszkodziła mu mózg, ale denerwuje mnie to, że ojciec robi na siłę z niego zdrowego i normalnego. 

A normalny to on jest tylko do mementu, zanim się odezwie. 

Z wyglądu przystojny 33 letni Włoch, a w rzeczywistości dziecko z mózgiem 6 latka, który nie potrafi wypowiedzieć się na żaden temat i o Bożym świecie nie wie. 

Chyba, że tatuś mu powie coś, to wszystko powtarza. 

Jak papuga. 

Tyle czasu siedzi we Włoszech, a prostego tekstu nie potrafi przetłumaczyć. 

Ani wytłumaczyć, co ktoś po włosku powiedział. 

Jak mu nie powiesz żeby coś zrobił, to sam nie pomyśli. 

Wszyscy są dla niego durniami, idiotami i wariatami. 

Tatuś mu śniadanie szykuje, i w ogóle każdy inny posiłek, mówi mu w co ma się ubrać i kiedy ma rzeczy do prania dać 😱


Cieszę się, że nie muszę już na to wszystko patrzeć 🙈 


Cieszę się, że miałam okazję być tam, że mam piękne wspomnienia, zdjęcia uwieczniające świetnie spędzony czas i dziękuję Bogu, że przejechaliśmy tyle kilometrów i bezpiecznie wróciliśmy do domu. 

 
                                       Fano 2022
                                     Morze Adriatyckie
                                      Zachód słońca 
                                       Wschód słońca 
                               Park miniatur, Mała Wenecja 
                               Park miniatur, Mała Wenecja

niedziela, 3 lipca 2022

WAKACJE! ZNÓW BĘDĄ WAKACJE! NA PEWNO MAM RACJĘ. WAKACJE BĘDĄ ZNÓW!

1 lipca rozpoczęłam swój utęskniony urlop. 

Przyznam się z ręką na sercu, że odliczałam już dni i nie mogłam się doczekać. 

Ostatniego dnia w pracy, to pewnie tylko wkurzałam wszystkich, wspominając co chwilę, że cytuję "OD JUTRA MNIE NIE MA". 

Aż w końcu nadszedł ten długo oczekiwany przeze mnie dzień.

Na 7.30 byłam umówiona na stylizację rzęs metodą 1:1. Cudownie jest mieć poczucie, że nie muszę codziennie malować oczu. 

Po 3 miło spędzonych godzinach walchowalam się trzepocząc swoimi pięknymi nowymi rzęsami. 

Koniec czerwca przyniósł nam do Polski tropikalne upały więc gorąco dało się wszystkim we znaki. 

Powiedzmy sobie szczerze. Upały są fajne gdy leżysz blisko wody, nawet takiej w basenie, czy misce, w której możesz schłodzić stopy, piekące od podeszw i rozgrzanego asfaltu i gdy nie musisz pracować! 

Po wizycie u kosmetyczki, musiałam jeszcze dopakować resztę rzeczy do walizek. 

Udalo mi się spakować wszystko w rozsądnych ilościach 🤣 

Końcem czerwca zrealizowalam też wszystkie zaplanowane rzeczy a w zasadzie czynności tj

* zrobienie sobie paznokci na rękach i stopach

* zafarbowanie włosów, a że kolor był za ciemny to rozjaśniłam sobie sama końcówki 

* zrobienie listy potrzebnych rzeczy i spakowanie ich

* zrobienie rzęs

Tak więc na wczasy wyjeżdżałam z dumą i poczuciem komfortu psychicznego, że udało mi się zrobić wszystko, co chciałam. 

2 lipca wyruszyliśmy autokarem w podróż do Włoch. 

Tak, wiem. W tamtym roku zarzekala się, że już więcej tam nie pojadę 🤣

No cóż. Pewnie w tym będę mówić to samo po 35h jazdy w jedną stronę 😱

Na razie nie jest tak najgorzej. Dupa piecze od siedzenia i co chwilę zmieniam pozycje, nogi bolą, ale przynajmniej autokarowa toaleta przeznaczona wyłącznie na siku podczas jazdy jest przyjemniejsza od niejednej publicznej na trasie podróży, w której jest smród, wszechobecny mocz, brak zamków w drzwiach, płynu do rąk i papieru, do której trzeba czekać w kolejce minimum 10 minut ale wcześniej trzeba czekać w kolejce by wysiąść z dwupoziomowego autokaru. Jak za komuny kuźwa. Wszędzie kolejki🤦‍♀️

Kończę mój spontanicznie wydziergany wpis ponieważ avionarin połknięty przeze mnie jakieś pół godziny temu uaktywnił swój skutek uboczny i czuję, że oczy odmawiają mi posłuszeństwa 😴 

https://sds-tarnobrzeg.pl/wakacje-znow-mamy-wakacje-2/

sobota, 26 marca 2022

TRUDNY CZAS

W tym dziwnym czasie myślałam, że po pandemii nic mnie już nie zdołuje i nie osłabi psychicznie. 

Jednak sytuacja za wschodnią granicą, 

liczny napływ wszechobecnych uchodźców, 

wizja III wojny światowej, 

broni biologicznej, 

wybuchu lub wycieku reaktora jądrowego 

i ta cała otoczka związana z Rosją 

sprawiają, że mimo iż staram się nie czytać newsów i nie oglądać wiadomości to wszystko to ryje mi głowę. 

Trudno cieszyć się nadchodzącą wiosną i zwykłymi codziennymi rzeczami.

Ciężko wyłączyć myślenie i odciąć się od tego wszystkiego, ot tak po prostu mimo, że uwierzcie mi, bardzo się staram. 


Cała ta sytuacja nauczyła mnie, żeby nie planować za wiele na przyszłość. 

Żeby cieszyć się tym co tu i teraz. 

By maksymalnie wykorzystywać każda chwilę. 

By zawsze mieć czas dla dzieci. 

I nie odkładać niczego na jutro. 

***


Ten tydzień "przesiedziałam" w domu na chorobowym. 

W piątek dopadła mnie grypa. 

Cały ubiegły weekend przeleżałam w łóżku i nie byłam w stanie iść w poniedziałek do pracy, a że zaraziłam też młodą, to przy okazji sprawowałam nad nią swoją pieczę i lekarską opiekę. 

Miałyśmy temperaturę, 

katar, 

zapalenie spojówek, 

a młoda jeszcze zapalenie uszu 

i suchy kaszel. 


To był taki spokojny, leniwy tydzień. 

Robiłam obiadki, 

lekcje z młodą, 

rozwiązywałam krzyżówki 

 i posprzątałam wszystkie kąty, do których nie pozaglądałabym pewnie, gdybym normalnie chodziła do pracy. 

A i zafarbowałam sobie włosy! Na karmelowy blond😱


Przypomniały mi się czasy, gdy nie pracowałam. 

Życie toczyło się wtedy spokojnie, 

bez pośpiechu, 

bez zbędnych nerwów, 

przepychanek. 


Nawet przez chwilę za tym zatęskniłam. 

Dobrze, że tylko przez chwilę! 

Tęsknie za pracą. 

Za uśmiechniętymi buziami dzieci, 

za codziennym zgiełkiem dobiegającym z sali, 

za moimi SIS❤️

Smutno mi, że przez ten czas ominęło mnie wiele rzeczy i wydarzeń, ale ten tydzień był mi potrzebny! 

http://www.calm-station.pl/jak-przetrwac-trudny-okres-w-zyciu/




wtorek, 15 lutego 2022

RANDKA

To miała być taka nasza walentynkowa randka w przeddzień walentynek.

Byliśmy w miłej knajpce, z pysznym jedzeniem. 
Siedzieliśmy na przeciwko siebie w zacisznym koncie. 
A po kilku wymienionych między sobą zdaniach się zaczęło....

On powiedział coś, co mi się nie spodobało. 
Przytakiwalam nerwowo (słowami tak, tak, myyhyy, oczywiście) tak, żeby zrozumiał, że PIERDOLI bez sensu (nie zrozumiał niestety), po czym stwierdziłam, że dalsza rozmowa nie ma sensu.
Przez kolejne 40 minut nie zamieniliśmy ze sobą słowa. 
Patrzyłam na ludzi, słuchając odgłosów rozmów dobiegających z całej, pełnej ludzi sali. 
On gapił się w telefon. 
Było mi głupio, że nie potrafimy ze sobą porozmawiać po 14 latach małżeństwa. 
Było sztywno i nudno. 

To była najgorsza randka na jakiej kiedykolwiek byłam. 
Mialam ochotę uciec stamtąd i iść w PIZDU.

Ale zostałam. 
Starałam się zacząć ponownie rozmowę o niczym konkretnym, tak żeby znowu się nie pokłócić i by uratować i tak już zmarnowany wieczór. 

Na 20 poszliśmy do kina.
Uwielbiam kino.
Film cudowny. 
Uśmiałam się i naprawdę się świetnie bawiłam, pewnie dlatego, że nie musiałam tam rozmawiać z mężem.

Ehhh
Już wiem dlaczego my nigdzie sami nie wychodzimy, nie chodzimy na randki.
My nie potrafimy ze sobą rozmawiać.
Dopóki mówimy o dzieciach, o pracy, o kimś, o przyziemnych sprawach jest ok. Jakoś nam idzie. 
Ale gdy kończą się tematy nastaje cisza.
Tak samo jest w domu lub w samochodzie. 

Teraz, gdy dzieci są u babci, bo mają ferie, potrafimy cały dzień zamienić ze sobą kilka zdań, na tamaty związane z pracą, obiadem ewentualnie z filmem jaki będziemy oglądać.

Ja w sumie się do tego przyzwyczaiłam.
Bardzo lubię ciszę. 
To znaczy, taką cieszę bez rozmów.
Lubię wtedy słuchać muzyki.
Wsłuchiwać się w słowa.
Myśleć o swoim życiu, albo nie myśleć wcale. 


Tak czy siak wieczór nie był tak całkowicie zmarnowany. 
Późnym wieczorem, leżąc w łóżku chwilę rozmawialiśmy. 
Nie o sprawach podniosłych i arcyważnych. 
Rozmawialiśmy tak, jak nie potrafiliśmy dziś na naszej randce. 

Dzień zakończyliśmy konsumpcją więc ogólnie chyba nie było aż tak źle. 


https://www.podlinski.net/poradnik-randkowicza-jak-sie-ubrac-jak-sie-zachowywac-jak-sie-przygotowac/

niedziela, 13 lutego 2022

POST O NICZYM

Ostatnio brak mi weny.

Brak mi chęci do pisania no i tematu wartego pochylenia się nad moimi wypocinami.

Nie wiem czy Ty też tak masz ale mi czas tak zapier... że nieraz nie wiem jaki jest dzień tygodnia i nie mogę uwierzyć w to, że już jest luty.

Niedawno czekałam na Święta Bożego Narodzenia, cieszyłam się, że wreszcie są białe, klimatyczne i rodzinne. 

Sylwester spędziliśmy z przyjaciółmi i znajomymi w dobrym towarzystwie chociaż czułam jakiś niepokój tej nocy. Nie wiem czy to ogólna pandemiczna sytuacja tak na mnie wpłynęła czy drobne problemy zdrowotne, które z kolejnym przybywającym mi rokiem nasilają się i same proszą się u wizytę u lekarza. Tak czy owak w końcu będę musiała się zabrać za siebie. 

Styczeń opiewał w choroby, kwarantanny, zdalne nauczanie dzieci.... i nagle któregoś dnia..... przyszedł luty. 

Jak widzisz, nic ciekawego w moim życiu się nie dzieje.

Nie odnoszę życiowych sukcesów,

Nie zdobywam szczytów górskich,

Moje podróże ograniczają się do drogi do pracy i z powrotem, a czasem do wizyty u mamy czy teściowej.

Mam za to nowy tatuaż, taki mój projekt, moja miłość❤️