Zaczęło się w sumie ode mnie, 2 maja bólem gardła, ale jakoś udało się to zaleczyć. Jak się jednak okazało, tylko na chwilę.
W czwartek starsza córka przyszła ze szkoły i narzekała na ból gardła.
Wieczorem trzęsła się jak galareta przy kolacji (co strasznie mnie denerwowało bo myślałam, że udaje). Okazało się, że ma temperaturę 38,4. Dostała lek obniżający gorączkę, ale nadal źle się czuła.
Noc była lekko nieprzespana, gdyż co chwilę musiałam do niej wstawać. Narzekała, na bolące gardło, później brzuszek, a nad ranem wymiotowała.
Rano też nie było lepiej, bo temperatura znowu dała się we znaki. Śniadanie jej nie wchodziło, a na koniec i tak wylądowało w sedesie.
Długo się nie zastanawiając ubrałam dzieci i pomaszerowałam do lekarza, gdzie oczywiście trzeba było swoje odsiedzieć.
Zabrałam też młodszą córkę, bo również od czasu do czasu przebąkiwała, że boli ją gardełko, ale myślałam że mówi tak, bo chciała wyżebrać ode mnie lek na gardło. Uwielbia go i wszelkiego rodzaju syropy!!! Ogólnie dzieci pod tym względem mi się bardzo udały, bo nie mam problemu z podawaniem im lekarstw (poza tabletkami). Nazywam je swoimi małymi lekomankami.
Okazało się, że starsza córka ma anginę i ponieważ gorączkuje dostała antybiotyk.
Młodsza tylko syropki i leki przeciwbólowe, ale w razie pojawienia się temperatury mam włączyć antybiotyk.
Ja przy okazji też się przebadałam i tak jak młodsza córka mam tylko rozpoczynającą się infekcję, więc dostałam leki przeciwbólowe, coś na gardło i do płukania migdałków.
Jakby tego było mało, to przypałętało mi się jakieś uczulenie podejrzewam, że po nowej odżywce do rzęs. Mam suche, swędzące i zaczerwienione powieki górne i powoli zaczyna przenosić się na dolne i na resztę twarzy. Dostałam więc maść na powiek (po której użyciu nie mogę wychodzić na słońce!!!!) i leki przeciwuczuleniowe.
Szczęście w nieszczęściu jest takie, że nawet jest mi na rękę to, że córka bierze antybiotyk, bo ja też przez kilka dni nie mogę z domu wychodzić (gdyż ostatnio jest pogodnie i słonecznie). Nie wolno mi też malować się (O ZGROZO!!!!), a nadmieniałam już kiedyś w jakimś poście, że wyjście z domu bez makijażu jeszcze mi się nie zdarzyło:)
Mam więc swój pierwszy raz (wyjście z domu bez tapety) za sobą. Musiałam iść wyrzucić śmieci. Na szczęście mam blisko i nikogo znajomego nie spotkałam :)
Po kilku dawkach antybiotyku starsza córka czuje się już lepiej. Nie narzeka na ból gardła, temperatura minęła, a wymioty też już jej nie męczą.
Młodsza też już nie prosi o popsikanie do gardełka, więc wnioskuję, że bół już jej nie doskwiera.
Jeśli chodzi o mnie to uczulenie powoli ustępuje, a ból gardła już nie daje się we znaki.
Mimo pięknej, słonecznej pogody musimy najbliższy i zarazem ostatni tydzień bez naszego tatuśka spędzić w domu. A jeżeli komuś przyszło do głowy, że wreszcie będę mogła sobie dłużej poleżeć w łóżku, tudzież pospać (dzięki temu, że nie trzeba córki do szkoły zaprowadzać) to od razu uprzedzam, że nie ma nawet takiej opcji.
Jak wiadomo antybiotyk należy podawać 2 razy dziennie, o stałych porach (a wieczorem mogę go podać najpóźniej o 20, bo potem moje dzieci już śpią), wiec nadal trzeba rano wstać, żeby zrobić śniadanie, które córka musi zdążyć zjeść w miarę szybko (co przy większości posiłków, a szczególnie przy śniadaniu jest rzeczą wręcz niemożliwą). Zdarza nam się, że podawanie leku trochę przeciągnie się w czasie, ale najważniejsze, że pierworodna wraca powoli do zdrowia!!!
![]() |
| http://www.ewa-stensrod.no/uslugi/zasilek-chorobowy.html |

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz