Jak co wieczór szykowałam młodą do spania.
Podczas mycia zębów w łazience zaczęła się bawić gryząc szczoteczkę, którą usiłowałam umyć jej zęby. Oczywiście puściły mi nerwy i po kilku upomieniach szczeliłam ją po ręcę.
Zaczął się płacz (czego ja durna mogłam się domyślić), a że miała buzię pełną piany zaczęła się krztusić.
Nie pomogły prośby ani krzyki.
Ciągle płakała, co uniemożliwiało mi wypłukanie jej tej cholernej pasty.
Nie pomogły prośby ani krzyki.
Ciągle płakała, co uniemożliwiało mi wypłukanie jej tej cholernej pasty.
Do akcji wkroczył mój mąż, który zacząć podawać jej wodę do płukania kiedy ona niby już nie płakała, ale łapczywie wciągała powietrze i wtedy stało się...
Młoda zakrztusiła się wodą.
Zaczęła kaszleć, wymiotować.
Gdy się chwilę uspokoiła, znowu dał jej wodę do przepłukania buzi i zaczęło się od nowa.
To był jakiś koszmar!!!!
Gdy się wreszcie skończył, młoda była zmęczona i spłakana więc szybko się położyła.
Leżałam razem z nią i żałowałam tego co się stało!!!!
Wiem, że to wszystko moja wina, że ta cała niepotrzebna sytuacja wydarzyła się tylko i wyłącznie przeze mnie!!!!
Gdy tak leżała obok mnie przypomniał mi się artykuł, który czytałam jakiś czas temu o wtórnym utonięciu.
W skrócie chodzi o to, że gdy dziecku dostanie się woda do płuc to mimo, że ją odkaszle i na pierwszy rzut oka może się wydawać, że wszystko jest w porządku to woda podrażna narządy, powodując obrzęk płuc i może zakończyć się śmiercią.
Gdy młoda zasnęła zaczęłam szukać informacji w necie.
Po przeczytaniu tego artykułu
http://m.onet.pl/styl-zycia/kobieta/dziecko,brmbt5 byłam już zestresowana.
Przeczytałam jeszcze jakie są objawy i co powinno mnie zaniepokoić podczas obserwacji dziecka.
Napisane było, że proces wtórnego usunięcia może trwać nawet do 72h, a w tym czasie dziecko bądź osoba może być senna, lekko otumaniona, wyczerpana, może wystąpić ból w klatce piersiowej, problemy z oddychaniem, a gdy dodatkowo pojawia się kaszel bądź gdy w momencie zachłyśnięcia wodą doszło do wymiotów to należy niezwłocznie udać się do szpitala.
Już wpadłam w panikę, a gdy z pokoju dziewczynek dobiegł mnie kaszel młodej ręce mi się rozszerzęsły, a nogi zrobiły się jak z waty.
Zastanawiałam się nerwowo nad tym czy jechać czy nie jechać do szpitala.
Jedyna rzeczą, która powstrzymywała mnie przed wizytą w szpitalu był fakt, że młoda od kilku dni miała katar, który uniemożliwiał jej swobodne oddychanie podczas snu i towarzyszył temu również kaszel.
Spałam z nią całą noc (o ile to można w ogóle nazwać spaniem).
Czuwałam z latarką w ręku i przy każdym kaszlnięciu, chrapnięciu i obrocie na inny bok zrywałam się świecąc latarkę, sprawdzając czy oddycha i czy wszystko jest ok.
To była jedna z najgorszych i najdłuższych nocy jakie pamiętam.
Nigdy jeszcze tak się nie bałam.
Modliłam się i płakałam na zmianę, prosząc Boga, żeby nic się jej nie stało.
Rankiem obudziłam się wdzięczna Bogu, za to, że ta noc wreszcie się skończyła i że młoda ma się dobrze. Moja czujność jednak była wzmożona jeszcze przez najbliższe 48 godzin.
Tak naprawdę odetchnęłam z ulgą dopiero we wtorek wieczorem po upływie 72h od tego wydarzenia.
Pisząc dziś ten wpis wszystko do mnie wróciło.
Znowu zrobiło mi się gorąco i słabo, a żołądek podszedł mi do gardła tak jak wtedy w sobotę.
Nie wiem czy podczas mycia zębów też może dojść do wtórnego utonięcia.
Może nie, może niepotrzebnie panikowałam, ale przeżyłam wtedy chwile grozy i byłam przerażona.
Od tamtego dnia przy myciu zębów jestem bardzo ostrożna, a do wody mam zupełnie inne podejście.
http://dompelenpomyslow.pl/index.php/czym-jest-wtorne-utoniecie-dziecka/
Gdy młoda zasnęła zaczęłam szukać informacji w necie.
Po przeczytaniu tego artykułu
http://m.onet.pl/styl-zycia/kobieta/dziecko,brmbt5 byłam już zestresowana.
Przeczytałam jeszcze jakie są objawy i co powinno mnie zaniepokoić podczas obserwacji dziecka.
Napisane było, że proces wtórnego usunięcia może trwać nawet do 72h, a w tym czasie dziecko bądź osoba może być senna, lekko otumaniona, wyczerpana, może wystąpić ból w klatce piersiowej, problemy z oddychaniem, a gdy dodatkowo pojawia się kaszel bądź gdy w momencie zachłyśnięcia wodą doszło do wymiotów to należy niezwłocznie udać się do szpitala.
Już wpadłam w panikę, a gdy z pokoju dziewczynek dobiegł mnie kaszel młodej ręce mi się rozszerzęsły, a nogi zrobiły się jak z waty.
Zastanawiałam się nerwowo nad tym czy jechać czy nie jechać do szpitala.
Jedyna rzeczą, która powstrzymywała mnie przed wizytą w szpitalu był fakt, że młoda od kilku dni miała katar, który uniemożliwiał jej swobodne oddychanie podczas snu i towarzyszył temu również kaszel.
Spałam z nią całą noc (o ile to można w ogóle nazwać spaniem).
Czuwałam z latarką w ręku i przy każdym kaszlnięciu, chrapnięciu i obrocie na inny bok zrywałam się świecąc latarkę, sprawdzając czy oddycha i czy wszystko jest ok.
To była jedna z najgorszych i najdłuższych nocy jakie pamiętam.
Nigdy jeszcze tak się nie bałam.
Modliłam się i płakałam na zmianę, prosząc Boga, żeby nic się jej nie stało.
Rankiem obudziłam się wdzięczna Bogu, za to, że ta noc wreszcie się skończyła i że młoda ma się dobrze. Moja czujność jednak była wzmożona jeszcze przez najbliższe 48 godzin.
Tak naprawdę odetchnęłam z ulgą dopiero we wtorek wieczorem po upływie 72h od tego wydarzenia.
Pisząc dziś ten wpis wszystko do mnie wróciło.
Znowu zrobiło mi się gorąco i słabo, a żołądek podszedł mi do gardła tak jak wtedy w sobotę.
Nie wiem czy podczas mycia zębów też może dojść do wtórnego utonięcia.
Może nie, może niepotrzebnie panikowałam, ale przeżyłam wtedy chwile grozy i byłam przerażona.
Od tamtego dnia przy myciu zębów jestem bardzo ostrożna, a do wody mam zupełnie inne podejście.
http://dompelenpomyslow.pl/index.php/czym-jest-wtorne-utoniecie-dziecka/

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz