wtorek, 14 marca 2017

OD JUTRA BĘDZIE INACZEJ...

I znowu dzień zakończył się histerycznym płaczem młodej, kilkoma przykrymi i niepotrzebnymi (oczywiście) słowami w kierunku pierworodnej, kłótnią z mężem, który uważa, że po 1 wszyscy w naszym domu drą ryja, a po 2 że wszystkie rodziny są normalne, spokojne, tylko my PATOLOGIA! Na koniec tak pięknego dnia, poszłam sobie popłakać pod prysznicem.
JA PITOLE!!! CO ZA DZIEŃ!!!
Mam dość!
Mam też wyrzuty sumienia, że zawiodłam dzieci i siebie.
Miałam dać im szczęśliwy, bezpieczny i pełen miłości dom, a co im funduję? Krzyki, obelgi, nerwy i różnego rodzaju epitety.
Modliłam się wczoraj o cierpliwość. Obiecywałam sobie, że dziś będzie inaczej.
I co?
I g..no!!!
Chciałam dobrze, a wyszło jak zwykle!

Młoda przeszła dziś samą siebie. Płakała z byle powodu, kompletnie nie słuchała moich zakazów na temat wrzucania wędliny do herbaty. Zagroziłam więc, że jeśli sytuacja się powtórzy wyleję jej picie. Gdy ponownie tak zrobiła, dotrzymałam słowa na co ona odpowiedziała krzykiem, wrzaskiem wręcz, płaczem i przekleństwami typu głupia i dupa. Na koniec tuż przed czytaniem przed spaniem powiedziała g.wno.
Odechciało mi się czytać. Już nawet nie pamiętam, czy coś jej powiedziałam poza tym, że czytać jej nie będę. Nawet nie dałam jej Buziaka na dobranoc. Byłam tak zła na nią, że musiałam się odstresować biorąc prysznic i płacząc.
Kur..!!!!
Nie tak miało być!!!
Spodziewam się po takim pełnym emocji dniu noc niespokojną i przerywaną płaczem.
A pierworodna?
Ta to ma buzię niewyparzoną.
Miele jęzorem cały czas!!!!
I pyskuje.
Jutro ma drugi etap (finał) konkursu recytatorskiego i miałyśmy poćwiczyć wiersz. Gdy jej to zaproponowałam zwywracała oczami i ociągała się z przyjściem do drugiego pokoju. Powiedziałnerwach w nerwach, że ja znam ten wiersz i nie muszę go powtarzać jeśli to dla niej taki problem.
Ona na to sarkastycznie: "tak! ciekawe! ja jeszcze dobrze nie znam a Ty umiesz cały? No na pewno!!! Żeby nie czasem"
"Boże" pomyślałam i jeb...am drzwiami od łazienki.
Krzyczę, mówię, tłumaczę tym moim dzieciom że mają trzymać język za zębami i nie pyskować albo nie mówić brzydkich słów, a sama nie jestem lepsza.
Przecież one powtarzają to, co słyszą z moich ust.
Mamy z mężem odmienne zdania na temat wychowania.
On uważa, że dziecko powinno w dupę dostać i wtedy się nauczy. Czasem nie jestem w stanie ich uchronić i dostają. Piorunujących efektów nie widzę. Tylko przez to my się kłócimy.
Ja chciałabym, żeby nasze dzieci miały do nas bezgraniczne zaufanie i by nie bały się przychodzic z każdym problemem i z każdą wiadomością, niezależnie od tego czy dodob, czy złą.
Staram się wychowywać je dając kary, choć nie jestem święta. Jak mi puszczą nerwy, to też potrafię im futro wytrzepać. Niestety moje metody wychowawcze też nie działają.
I bądź tu mądry.
Już o godz. 19.30 miałam dość i zastanawiałam się kiedy ten dzień się wreszcie skończy!!!
I znowu będę się modlić o anielską cierpliwość i wewnętrzny spokój i będę sobie obiecywać, że od jutra będzie inaczej!!!!!
http://m.demotywatory.net/961

2 komentarze:

  1. Oj..dobrze Cię rozumiem..Ja też nie umiem się opanować i krzyczę na swoje dzieci...a potem żałuję :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że nie jestem jedyną osobą, bo nieraz mam wrażenie jakbym tylko ja tak się zachowywała :(

      Usuń