Ok 3 lata temu, niecały miesiąc po narodzinach naszej córki mąż zauważył, że źrenica lewego oczka wygląda inaczej niż druga.
Mianowicie kształtem przypominała łezkę, tyle że odwróconą, a na zdjęciach robionych młodej, zamiast czerwonego błysku był biały.
Od razu wpadliśmy w panikę.
U mnie polegała ona na głównie na płaczu i modlitwie.
U męża objawiała się godzinami spędzonymi w internecie.
Gdzie by nie wpisał biały błysk oka wszędzie wyskakiwało SIATKÓWCZAK!!!!!! NOWOTWÓR ZŁOŚLIWY OKA!!!!!
Od razu zarejestrowaliśmy młodą na badanie dna oka i przezciemiączkowe usg głowy oraz do neurologa.
Oczywiście czas oczekiwania na wizytę w każdym gabinecie bardzo odległy. Nikt nie ciał nas przyjąć na dniach.
Na szczęście udało się znaleźć termin za 2 tygodnie.
To były BARDZO długie 2 tygodnie.
Badanie dna oka u takiego maluszka to KOSZMAR!!!!
Miesięcznemu dziecku zakładają klamerki na oba oczka, żeby nie mogło ich zamknąć, po czym dają krople do oczu, przy równoczesnym niemiłosiernym płaczu dziecka.
Następnie ściągają klamry i wychodzi się z dzieckiem z gabinetu.
I tak chyba dwa razy.
Za trzecim razem znowu zakładają klamry i badają oczko.
Na badaniu wyszło, że lewa źrenica jest pionowo owalna, że w oczku ma wywinięty listek barwnikowy tęczówki w kwadrancie dolnym, coloboma siatkówki i naczyniówki (i stąd biały tzw koci błysk w lewym oczku).
Pani doktor zapewniła nas i uspokoiła, że to nie siatkówczak.
Wada młodej jest wrodzona i nieuleczalna.
Mieliśmy kontrolować wzrok co pół roku.
Usg przezciemiączkowe wyszło prawidłowo i badanie neurologiczne też.
Międzyczasie złożyliśmy wniosek na orzeczenie o stopniu niepełnosprawności dla młodej.
Po komisji dostaliśmy orzeczenie i kartę parkingową.
Od tamtej pory dwa razy do roku wstawiamy się u okulisty.
W tamtym roku Pani doktor zauważyła u młodej astygmatyzm, ale ponieważ dosyć dobrze radziła sobie w rozpoznawaniu znaczków na tablicy Pani dr powiedziała, że na razie nic z tym nie robimy.
Kilka dni temu była kolejna wizyta.
Tym razem można było zauważyć, że młoda zaczęła mieć problemy z mniejszymi znakami.
Gdy Pani doktor zakładała jej na metalowe okularki szkła korygujące, od razu bez problemu odnajdywała znaki, o które doktorka pytała.
Wizytę zakończyliśmy z receptą na okularki, drugą na atropinę, którą będziemy musieli podawac do oczek młodej przed kolejnym badaniem za pół roku i portfelem szczuplejszym o 400zł :(
Okulary, które od razu kupiliśmy nie naprawią wzroku młodej. Mogą tylko sprawić, że wada nie będzie się powiększać, bądź spowolni jej rozwój.
![]() |
| http://www.oobe.pl/park/lofiversion/index.php?t5277-1750.html |


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz