wtorek, 27 grudnia 2016

GRUDZIEŃ

Przyznaje!!!!!
Ostatnio trochę zaniedbałam bloga.
Brakło mi czasu na spisywanie tego, co działo się w moim życiu na bieżąco, wiec spróbuje to teraz odtworzyć w skrócie.

Była kontynuacja mojej dziwnej i nadal niezdiagnozowanej choroby, na która ostatnio zapadła kobieca część mojego organizmu.
Były kolejne badania pod kątem raka jajników i ciąży pozamacicznej. Wszystko ciągło się tygodniami ale na szczęście badania wyszły prawidłowo.

Były kolejne badania usg, na których płyn widoczny był w dalszym ciągu z tą różnicą, że przy ostatnim badaniu było go trochę mniej, natomiast pojawiła się mała 1cm torbiel.

Po konsultacjach medycznych mojego doktora stanęło na tym, że będę poddawana kontrolnym badaniom co jakiś czas, w celu obserwacji torbieli i płynu.

Na całe szczęście nie planują w najbliższym czasie przeprowadzać na mnie laparoskopii zwiadowczej!!!

To tyle odnośnie mojej choroby.

Dla odmiany była choroba młodej. ZNOWU!!!!!
Albo raczej w dalszym ciągu.

Tym razem walczyliśmy bez antybiotyku.
Były syropy, stawiane bańki i robione inhalacje.
I dupa.

Młoda dalej kaszle, siedzi w domu drugi miesiąc, a śnieg który spadł już 2 raz tej zimy i którym powinna się cieszyć, ogląda tylko przez szybę.

Były też przygotowania do świat.
Było ubieranie choinek (jedna mała u nas w domu i 2 większe u mojej mamy) i dekorowanie mieszkania.
Było pieczenie i dekorowanie ciasteczek z dziewczynkami.
Było przedświąteczne sprzątanie.
Było robienie gołąbków u mojej mamy.

No i wreszcie święta też były!!!!
Kocham Święta Bożego Narodzenia!!!!!❤
Zwłaszcza takie białe jak w tym roku.
Mimo, że nie mają tego samego klimatu co te, z dziecięcych lat, ale i tak są piękne, spokojne, pełne ciepła, życzeń, rodzinnych spotkań, radości i szczęścia.

Tradycyjnie jak co roku, nie przygotowujemy świąt w naszym małym 37m mieszkanku.
Mamy objazdowe święta.
Wigilia rozpoczęła się dla nas o 14 "wczesną kolacja" u mojej mamy.
Nie było 12 potraw.
Był opłatek, czosnek z solą, barszcz z uszkami, ryba, pierogi, gołąbki i kompot.
Było wszystkiego po trochę, wiec czułam się fantastycznie NIEOBJEDZONA!!!!!
Kolejna kolacja Wigilijna tego dnia była u teściowej ok 19.
Tam potraw było więcej, ale też starałam się we wszystkim zachować umiar.
Później było kolędowanie i długie rozmowy do 23.
Gdy wszyscy zbierali się na Paserkę, ja z młodą szykowałam się do spania. Aż dziw bierze, że moje dzieci, które w normalny dzień nie mogą wytrzymać do 21 w święta dawały radę.
Faktem jest, że zdrzemnęły się chwilkę w samochodzie, w drodze z jednej kolacji Wigilijnej na drugą.
(Dodam jeszcze, że przez okres świąteczny faszerowałam je Diferganem, tak na wszelki wypadek, gdyż w poprzednie święta młoda podczas jazdy od jednej babci do drugiej robiła miejsce na kolejne potrawy).
W Pasterce nie uczestniczyłam z powodu przeziębienia młodej.

W Dzień Bożego Narodzenia zjedliśmy szybkie śniadanie, byliśmy na Mszy św, a później siedzieliśmy przy stole patrząc na piętrzące się na nim potrawy i słodkości.
Tradycyjnie po sytym obiedzie, byłam tak najedzona, że nic mi się więcej nie zmieściło!!!!!
Tylko malutki kawałeczek sernika :P
Oczami jadłabym wszystko co było na stole, ale dupka miała już dość.

Ok 16 pojechaliśmy znowu do mojej mamy.
Zjedliśmy kolacje, posiedzieliśmy chwilkę i poszliśmy spać.
Dziewczyny wymyśliły sobie biwak na podłodze, na niezliczonej ilości koców.
Niestety nie mogły się dogadać, szturchały się i kłóciły, więc młoda została na biwaku, a pierworodna poszła spać z babcią.

W 2 dzień świąt było tradycyjnie szybkie śniadanie, Msza i leniwe siedzenie przy stole i przyjmowanie gości.

Do domu wróciliśmy ok 17.

Zanim się rozpakowaliśmy i ogarnęliśmy to chyba 20 była.

Tak właśnie minęły nam święta.

Niestety pogoda w 2 dzień świąt nie sprzyjała spacerom więc spędziliśmy ją leniwie, ale przyjemnie.

Przed nami jeszcze sylwester.
Póki co, nie mamy planów związanych z tym dniem, wieczorem, nocą.:)
http://www.piotrcelinski.info/zdjecia/karpaty/



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz